Krew elfów
"Miasto płonęło. Wąskie uliczki, wiodące ku fosie, ku pierwszemu tarasowi, ziały dymem i żarem, płomienie pożerały ciasno
skupione strzechy domostw, lizały mury zamku. Od zachodu, od strony bramy portowej, narastał wrzask,
odgłosy zajadłej walki, głuche, wstrząsające murem uderzenia taranu." ~ Andrzej Sapkowski "Krew elfów"

Saga o Wiedźminie jest już w Polsce tak znana, jak powieści Tolkiena. Chwalona przez wszystkich krytyków powieść, mówi o świecie pełnym potworów, zbrodni i korupcji. Wiedźmin o imieniu Geralt jest bohaterem, osobą która stara się złagodzić rozpleniające się zło. Jednak nie jest to typowy rycerz w białej zbroi. Owszem, ma białe włosy, ale do mężnego, honorowego wojownika, bardzo dużo mu brakuje. Jest najemnikiem, osobą która za pieniądze zabija nie tylko potwory, ale i niewygodne dla niektórych władców osoby. Z zasady wiedźmini są bezstronni. Nie mieszają się do polityki, ponieważ nie wychodzi to zazwyczaj na ich korzyść. Świat jednak się zmienia. Konflikt, który rozpoczął się już kilka lat temu, między magicznymi stworzeniami a ludźmi, przybiera na sile. Geralt musi opowiedzieć się po którejś ze stron, alby ocalić i siebie, i następczynię Cintry - Ciri.
Jak już wspomniałam, książka jest zachwalana przez wszystkich krytyków. Można ją nazwać arcydziełem, bo autor użył takiego stylu pisarskiego, jakiego żaden polski autor dotąd nie odważył się spróbować. Muszę się jednak przyznać, że chociaż sposób przedstawienia wydarzeń naprawdę mi się spodobał (dostosowanie języka wypowiedzi do osoby), to niektóre momenty w akcji mnie zniesmaczyły. Przede wszystkim były to chwile, w których czarodziejki dosłownie wskakiwały płatnemu zabójcy do łóżka... Być może Andrzej Sapkowski chciał nadać swojemu bohaterowi cechy Jamesa Bonda, ale jak dla mnie, to wątek ten mógłby być bardziej wsunięty w cień lub zupełnie się nie pojawiać. Kolejnym elementem, jaki w tej książce mi nie pasował, były przekleństwa. Wiem, że ludzie w tamtych czasach z pewnością przeklinali i nie zamierzam autora linczować za to że używał wulgaryzmów, ale ja po prostu jestem na to wyczulona i nie za bardzo lubię, gdy ktoś posługuje się tego rodzaju łaciną w mojej obecności.
Książka pomimo mojej niechęci w niektórych sprawach jest arcydziełem, a jej stworzenie wymagało nie lada wysiłku. Oceniam ją więc na:
7,5/10.
Czas pogardy
"Do tego, żeby móc zarabiać na życie jako goniec konny, mawiał zwykle
Aplegatt wstępującym do służby młodzikom, potrzebne są dwie rzeczy - złota głowa i
żelazna dupa.
Złota głowa jest nieodzowna, pouczał młodych gońców Aplegatt, albowiem
pod ubraniem, w płaskiej, przypasanej do gołej piersi skórzanej sakwie goniec wozi
tylko wiadomości mniejszej wagi, które bez lęku można powierzyć zdradliwemu
papierowi lub pergaminowi. Prawdziwie ważne, sekretne wieści, takie, od których
wiele zależy, goniec musi zapamiętać i powtórzyć komu trzeba." ~ Andrzej Sapkowski "Czas pogardy"
Wreszcie wybucha wojna. Wcześniej w krajach panował niepokój z powodu działalności scoia'tael, teraz jednak do gry włączają się czarodzieje. Geralt ledwo wychodzi żywy z jednej z walk, jaka się toczy, a Ciri próbuje uniknąć prześladujących ją ludzi. W kilku słowach, życie niektórych staje na głowie, a reszty wraz z głową spada...
2 część sagi, podobała mi się bardziej, niż pierwsza. Wiedźmin nadal był otaczany przez kobiety, ale tym razem przynajmniej do łóżka trafiła tylko jedna... Jednak nadal myślę, że bez przekleństw by się obyło. W tej książce przestałam też być tak pozytywnie nastawiona do jednej z głównych bohaterek - Ciri, czyli
Lwiątka z Cinrty. Jest to postać z mocnym charakterem (jak większość tamtejszych kobiet), którą podziwiam za umiejętności, wytrwałość, a także jasne myślenie w trudnych sytuacjach, ale naprawdę irytuje mnie jej zarozumiałość. Momenty w których zachowuje się jak rozkapryszona księżniczka zaburza wizję silnej i odważnej dziewczyny, dlatego postaram się wyrobić o niej końcową opinię w czasie czytania kolejnych tomów. Podobne, mieszane uczucia mam co do Yennefer. W tym przypadku nie jestem aż tak surowa, ale gdyby nie parę incydentów, to czarodziejkę bym polubiła. Żałuję więc że na razie tak nie jest oraz mam nadzieję na poprawę ;)
Aby nikt nie mówił, że jedyne co robię to narzekam na to wspaniałe dzieło, to czas na pozytywy. Język używany przez Sapkowskiego naprawdę ściąga czapki z głów. Ja sama mam czasem problem z doborem słów, których używam na co dzień, a ten autor posługuje się archaizmami! Dodatkowo występuje tu też
starsza mowa, czyli coś co A. S. sam ułożył. Naprawdę chylę czoło i sięgam po następne części.
Świat przedstawiony, przypomina mi spaghetti. Jest tak zawiły, że czasem trudno mi się połapać kto jest kim, jaka jest jego rola, ale całość smakuje przepysznie. Czasem jednak ilość imion i nazwisk postaci przyprawia mnie o zawrót głowy. Zwłaszcza, że kilka stron później umierają, a ich miejsce zajmują kolejne. Jest to drobny minus, mimo to rekompensuje go wyrazistość charakterów.
Chwilowo pisarz nie trafił do moich ulubionych. Może za kilka lat, gdy podrosnę, zmądrzeję i posłucham siostry duchowej nazywającej mnie heretykiem, to tak się stanie.
Jak na razie mówię
va faill (żegnaj) z:
8/10
~ Szalony Bookolusznik